Część główna

Trzeba mieć kocią naturę, by docenić towarzystwo kota. O czym miauczą koty?

Agnieszka Duda - Temi: 2006.01.04

W maleńkim mieszkanku, nie większym niż 15 metrów kwadratowych z każdego prawie miejsca wyzierają kocie oczy. Domowników jest tu dwudziestu dwóch, choć bywało więcej. Pod jednym dachem mieszkają: pani Marta, dwadzieścia kotów i Ares - pies, który obce koty goni, ale "swoim" krzywdy nie zrobi.

Wdzięczność kłębuszka

Marta Brudny ma ładne włosy, które czesze w gruby warkocz, choć koty wszędzie potrafią się zaplątać. Bywa, że nocą wchodzą na łóżko tak gromadnie, że nie sposób obrócić się na bok. Niedawno jadły, więc teraz są rozleniwione. Leżą na fotelach, kredensie, szafkach, lodówce i między doniczkowymi kwiatami, których pani Marta ma chyba tyle co kotów. Jest jak w małej dżungli: zielono i kocio. Gospodyni kocha koty wielką i odwzajemnioną miłością. Poświęca im cały wolny czas, a ma go teraz sporo, bo własną trójkę dzieci już odchowała, doczekała się nawet uroczego wnuczka Kacperka. Mieszka nad Wątokiem, przychodzą tu czasem ludzie, aby wrzucić na czyjąś posesję niechcianego kociaka, albo utopić. Pani Marta przygarnia wszystkie znajdy, pierwszy pojawił się u niej trzynaście lat temu i tak już zostało. - Jakie to są wdzięczne zwierzęta, jak się łaszą, przytulają - mówi wzruszona. - Takie kłębuszki. Kłębuszki nadal leniwie potęgują, jeden upatrzył sobie miejsce szczególne - garnek. Gospodyni gotowała tam kocie jedzenie, garnek jest więc cieplutki, na nim pokrywka, a na pokrywce mięciutka poduszka, czy może być wygodniej? Pani Marta ma ręce podrapane od zabaw z kotami i ogromną dla nich wyrozumiałość. Nie trzyma ich pod kluczem, pierwsze drzwi same sobie otwierają, kiedy tylko mają na to ochotę, w drugich zamykanych na klucz jest na dole wycięta dziura. Najczęściej wychodzą nocami, bo taka jest kocia natura. Gdy łowy zakończą się sukcesem przynoszą gospodyni zagryzioną mysz, albo szczura. - Wracają zadowolone i kładą przede mną zdobycz. Trzeba wtedy kota pogłaskać, bo przecież chciał dobrze, więc głaszczę. Na wieść, że koty bywają fałszywe gospodyni od razu się denerwuje. Dowodów fałszywości nigdy nie miała. Jak wraca z miasta z zakupami to biegną do niej, jak psy. Do siatek zaglądają z dziecięcą ciekawością. Nigdy ich nie liczy, ale jakby któregoś na porannym śniadaniu zabrakło to serce od razu jej zapika. Bywa, że kotów ma ponad 20, bo ulituje się nad kolejnym podrzutkiem. Choć w mieszkaniu ciasno oddaje zwierzęta niechętnie. - Wydaje mi się, że gdzie indziej będą miały gorzej, niż u mnie. Dlatego musi mieć gwarancje, że w nowym domu żadna krzywda kota nie spotka, zapewniać trzeba ją o tym długo i szczerze.

Potwory, Witek i reszta

Takich domów jak ten Marty Brudny jest w Tarnowie więcej. Pani Janina ma wyższe wykształcenie, kierownicze stanowisko, dorastającego syna i garsonierę na jednym z osiedli. Mieszka tu z dwoma psami i dwudziestoma kotami. Ten ostatni doszedł wczoraj i teraz ma kwarantannę w łazience. Gdyby przemówiły, byłaby to wstrząsająca opowieść o ludzkim okrucieństwie i bezmyślności. Jagusię dzieci przyniosły z tysiącem pcheł i w stanie niemal agonalnym. Mordka wpadła pod autobus, leżała w śniegu cała zakrwawiona, zaraz potem dostała zapalenia płuc. Witka wrzucił w worku do kontenera jakiś mężczyzna, potem wsiadł do samochodu i odjechał, słychać było w tym samochodzie płacz dziecka. Czarny jak sadza Łobuz został wzięty z rąk siedmiolatka, który trzymał kota za przednią łapę i wywijał nim z góry na dół. Czarka pogryzł pies - kocina broczyła krwią, ufności nabrała po dwóch latach, dopiero wtedy zaczęła wchodzić Janinie na kolana. Pieszczoch miał w dwóch miejscach złamany ogon. - Ja nie biorę tych kotów z rozmysłem. Kilka by wystarczyło, miałabym mniej obowiązków i więcej przespanych nocy, ale wiem co to znaczy strach, lęk i głód, dlatego nie umiem przejść obojętnie obok kociego nieszczęścia. Pierwsza pojawiła się w domu piwniczna Łajza. - Wzięłam ją, bo doszłam do wniosku, że razem nauczymy mojego, kilkuletniego wtedy syna wrażliwości i dobroci. Nie pomagały żadne słowa, rozgniatał biedronki, męczył żaby, ale kocia terapia okazała się skuteczna. Przyprowadził do domu bezdomną Sabę, zaczął się nią opiekować. Janina nie tylko stworzyła u siebie koci azyl, ale także współpracując z tarnowską fundacją "Zmieńmy świat", zajmując się dokarmianiem bezdomnych kotów. Czasem słyszy krytyczne głosy, o tym, że tyle jest biednych dzieci, a ona poświęca czas zwierzętom. - Dzieci mają Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy i mnóstwo innych fundacji, które idą im z pomocą, poza tym większość ma jeszcze własnych rodziców, którzy nie wiadomo dlaczego czują się zwolnieni ze wszystkich obowiązków! Koty nie mają ani schronisk, ani zbyt wielu przyjaciół, wręcz odwrotnie, za swoją niezależność płacą wysoką cenę, są przez ludzi dręczone, wyrzucane i głodzone. Ktoś musi im pomóc. Dla niektórych dokarmianie kotów stało się sposobem na życie. Mogą się czuć potrzebni i bez miary oczekiwani. Cieszy ich, że obecny papież Benedykt XVI również jest w tym gronie, nigdy nie przeszedł obojętnie wobec bezdomnych zwierząt, w drodze do kancelarii zawsze dokarmiał czekające już na niego koty.

Miłosierny skalpel

W Tarnowie "kocim mamom" pomaga działająca charytatywnie Fundacja "Zmieńmy Świat". Jednym z jej celów stało się ograniczenie populacji kotów dziko żyjących. Dzięki finansowemu wsparciu ze strony miasta podpisano umowę z weterynarzami w sprawie sterylizacji zwierząt. Miłosierny skalpel chirurga to nadzieja, że będą rodziły się tylko koty szczęśliwe, takie, na które czeka jakiś człowiek. Bezpańskie koty przynoszą na zabiegi dokarmiające je opiekunki, w zamian dostają... suchą karmę dla błąkających się po mieście "dachowców". Inicjatywa ta powstała z potrzeby niesienia pomocy niechcianym, zagubionym i wyrzucanym zwierzętom. Koty żyjące na wolności mają coraz większe problemy z przetrwaniem. - Dla części kotów po zabiegu sterylizacji szukamy odpowiedzialnych i kochających opiekunów, natomiast koty nieoswojone z człowiekiem wypuszczamy, wspierając jednocześnie ich dotychczasowych karmicieli - opowiadają Anna i Krzysztof Giemzowie, którzy pod swój dach przyjęli dziewięć kotów, a każdy pochodzi z innej części Tarnowa. Tych karmicieli oraz opiekunów podwórkowych i blokowych kotów jest w Tarnowie blisko 30. Każdy ma pod opieką od kilkunastu do kilkudziesięciu zwierząt. Marta Brudny długo na sterylizację nie chciała się zgodzić. - Jest to zabieg chirurgiczny i kojarzył mi się z ogromnym cierpieniem. Po długich namowach Anny Giemzy wreszcie wyraziła zgodę, teraz wszystkie jej kociaki są już po zabiegu, a ona nie może się nadziwić zmianom, które zaszły. Oczywiście zmianom na lepsze. Po sterylizacji kotki nie męczą się podczas długich i częstych rui, nie miauczą przeraźliwie, suki nie mają cieczki. Samce nie wdają się w bójki, są mniej agresywne i pobudliwe, stają się łagodniejsze. Kocury wyzbywają się także kłopotliwych nawyków, jak opryskiwanie moczem swego terytorium, znika nieprzyjemny zapach.

Zachwyty i pieszczoty

Od początku 2004 r. do czerwca 2005 roku fundacja znalazła domy dla przeszło 120 kotów, które wydane zostały nowym właścicielom na podstawie umowy adopcyjnej. Istnieje również możliwość zaadoptowania kota na odległość. Miesięczny koszt (samo wyżywienie) to 25 zł. - Wiele osób pyta o malutkie kotki, tak jakby kota dało się wychować - dziwi się Krzysztof Giemza. - jest to rzecz niemożliwa, wychować można psa, natomiast z kotem można nawiązać relacje partnerskie, dlatego przygarniecie dorosłego kota jest decyzja bardzo rozsądna. O zaletach kotów ich miłośnicy mówić mogą długo i barwnie. Warto przypomnieć, że np. kardynał Richelieu cały majątek zapisał w spadku swym czternastu kotom. Koty są cudownie zwinne, czyściutkie, inteligentne i wielkie z nich bystrzaki. Są jeszcze pamiętliwe. - Teściowej, jeden z naszych kotów porwał schabowego, dostał za to ścierką i gniewa się do tej pory. Nie trzeba ich wyprowadzać, przyzwyczajone do blokowego "apartamentu" w ogóle nie muszą wychodzić na zewnątrz, jeśli mają wszystko to, co kotom potrzebne jest do szczęścia, czyli dobrych opiekunów, odpowiednie jedzenie, kuwetę ze żwirkiem, coś do drapania i wystarczającą ilość pieszczot. - Kotem można zachwycać się tak samo, jak pięknym krajobrazem - zapewnia pani Anna. Gdy się myje, przeciąga, obserwuje ptaki, biega za kłębuszkiem włóczki.